Gustaw Fit Blog

Your are unique lovely people. Read my blog for why.



In many posts – please scroll below Polish version to get to English version or vice-versa (not a rule!)
W wielu postach – proszę przewinąć w dół pod wersją polską, aby dotrzeć do wersji angielskiej lub odwrotnie (nie jest to reguła!)

Recently, I found myself with a profound, sometimes daunting gift: the time to sit down and seriously think about what to do with the rest of my life.

Through reading, listening to meditations, and simply sitting with my own thoughts, a singular clarity emerged. I realized I needed to set a new life’s mission. Without one, we drift; with one, we have a compass. Finding out exactly what that compass should point toward, however, was a very long process.

I don’t mind the idea of being rich, but I knew my driving force wasn’t about the money. The core question I kept wrestling with was: What brings true value, and what actually lasts?

Many of us go through life desperate to save something or someone. We enter relationships with people or commit ourselves to companies driven by a deep-seated saviour or messiah complex. We unknowingly create circles of dependency. But inevitably, we are met with the brutality of reality: if your goal is to “save,” you are forced to compromise. You have to bend the world to your will to influence it.

Through my reflections, I realized that my previous desires for control only hurt, rather than helped. This is why I made a conscious, resolute decision to shift my focus entirely. I am no longer interested in saving. I am committed to preserving.

Preservation is fundamentally different. When you preserve, you don’t force an outcome. First, you do the quiet work to discover the true value of a thing. Then, you slowly build an appreciation for what it is, rather than what you want it to be. You don’t need to compromise the subject’s integrity. Instead, all the heavy lifting happens within yourself. You have to improve yourself enough to step back, let go of control, and see things differently.

Five years ago, I moved to Scotland. Almost immediately, I fell deeply, irrevocably in love with the nature of this country and its rich history. Perhaps it’s a soul-deep recognition linked to the fact that my family has roots here, but whatever the reason, the connection is undeniable.

Yet, looking around today, we see decisions being made – like transforming parts of the breathtaking Isle of Skye into electric wind farms. Let me be clear: I am not against progress or business per se. But each time we make a trade-off like that, we are permanently losing something entirely unique and profoundly valuable, often just so we can power more screens and watch more TV series.

I refuse to believe that exploitation is the only path forward. There is a way to wealth and abundance that respects the earth. There are enough resources for everyone, provided we focus our collective will on preserving rather than exploiting. It isn’t easy. It requires focusing our strength inward, checking our egos, and learning to behave differently in a world that constantly demands more.

With a crystal-clear mind and a full heart, I have set my new life’s mission:

“To Preserve As Much As Possible Of Scotland’s Nature”.

Big missions must start small, so I am starting with myself and the quiet, everyday choices that define true preservation. This means picking up rubbish, leaving absolutely no trace when I camp, and carrying a small box so not even a single cigarette butt is left behind. It means consciously choosing to stick to the paths – unless your heart strongly tells you otherwise – so we don’t disturb the wild animals or trample the fragile ground beneath our feet. Ultimately, it is about offering deep, unwavering respect to the animals, trees and plants that silently do the profoundly under-appreciated work of making our lives on this planet possible.

Obviously, I want to do more on a much larger scale. But this is Day One.

For now, I will be spending more and more time out in the wild – talking, walking, and enjoying the sun, the moon, and the stars. Looking for interesting, extraordinary and like-minded people. If you ask me what specific grand projects I intend to launch, my honest answer is: I don’t know yet. And that is the most thrilling part. I have the entire rest of my life to discover it.

I am keeping my eyes open for like-minded, extraordinary people walking this same path. If these words stirred something quiet but fierce within you, or if you simply share a love for the pristine beauty of this wild country, I would love nothing more than to hear from you. Please, reach out and say hello. Let’s see what we can preserve together.


Ostatnio spotkał mnie głęboki, a czasem wręcz onieśmielający dar: czas, aby usiąść i na poważnie zastanowić się, co zrobić z resztą swojego życia.

Poprzez czytanie, słuchanie medytacji i po prostu przebywanie z własnymi myślami, wyłoniła się z nich niezwykła jasność. Zrozumiałem, że muszę wyznaczyć sobie nową życiową misję. Bez niej dryfujemy; z nią zyskujemy kompas. Odkrycie, w jakim dokładnie kierunku ten kompas powinien wskazywać, było jednak bardzo długim procesem.

Nie mam nic przeciwko byciu bogatym, ale wiedziałem, że moją siłą napędową nie są pieniądze. Głównym pytaniem, z którym wciąż się zmagałem, było: co przynosi prawdziwą wartość i co tak naprawdę przetrwa?

Wielu z nas idzie przez życie z desperacką potrzebą ocalenia czegoś lub kogoś. Wchodzimy w relacje z ludźmi lub angażujemy się w firmy, kierowani głęboko zakorzenionym kompleksem zbawiciela lub mesjasza. Nieświadomie tworzymy kręgi zależności. Jednak nieuchronnie zderzamy się z brutalnością rzeczywistości: jeśli twoim celem jest “ratowanie”, jesteś zmuszony do kompromisów. Musisz nagiąć świat do swojej woli, aby mieć na niego wpływ.

Dzięki moim przemyśleniom zrozumiałem, że moje dotychczasowe pragnienie kontroli tylko raniło, zamiast pomagać. Dlatego podjąłem świadomą, stanowczą decyzję, by całkowicie zmienić swój punkt skupienia. Nie interesuje mnie już ratowanie. Poświęcam się ochronie i zachowaniu tego, co jest.

Ochrona ma zupełnie inny wymiar. Kiedy chronisz, nie wymuszasz rezultatu. Najpierw wykonujesz cichą pracę, aby odkryć prawdziwą wartość danej rzeczy. Następnie powoli budujesz uznanie dla tego, czym ona jest, a nie dla tego, czym chciałbyś, aby była. Nie musisz iść na kompromis z integralnością podmiotu. Zamiast tego cała najcięższa praca odbywa się w tobie samym. Musisz udoskonalić siebie na tyle, by móc zrobić krok w tył, odpuścić kontrolę i spojrzeć na rzeczy inaczej.

Pięć lat temu przeprowadziłem się do Szkocji. Prawie natychmiast, głęboko i bezpowrotnie, zakochałem się w przyrodzie tego kraju i jego bogatej historii. Być może to głębokie rozpoznanie w duszy wiąże się z faktem, że moja rodzina ma tu swoje korzenie, ale bez względu na powód, ta więź jest niezaprzeczalna.

Jednak rozglądając się dzisiaj wokół, widzimy podejmowane decyzje – takie jak przekształcanie części zapierającej dech w piersiach wyspy Skye w farmy wiatrowe. Bądźmy jaśni: nie jestem przeciwny postępowi czy biznesowi jako takiemu. Ale za każdym razem, gdy idziemy na taki kompromis, bezpowrotnie tracimy coś całkowicie wyjątkowego i głęboko wartościowego, często tylko po to, by zasilać więcej ekranów i oglądać więcej seriali.

Odmawiam wiary w to, że eksploatacja to jedyna droga naprzód. Istnieje droga do bogactwa i obfitości, która szanuje Ziemię. Zasobów wystarczy dla wszystkich, pod warunkiem, że skupimy naszą zbiorową wolę na zachowywaniu, a nie na eksploatowaniu. Nie jest to łatwe. Wymaga to skierowania naszej siły do wewnątrz, okiełznania naszego ego i nauczenia się innego zachowania w świecie, który nieustannie domaga się więcej.

Z krystalicznie czystym umysłem i pełnym sercem ustaliłem moją nową życiową misję:

„Zachować jak najwięcej szkockiej przyrody”.

Wielkie misje muszą zaczynać się od małych kroków, dlatego zaczynam od siebie i cichych, codziennych wyborów, które definiują prawdziwą ochronę. Oznacza to zbieranie śmieci, niepozostawianie absolutnie żadnych śladów podczas biwakowania i noszenie małego pudełeczka, aby nie zostawić za sobą ani jednego niedopałka papierosa. Oznacza to świadomy wybór trzymania się wyznaczonych ścieżek – chyba że twoje serce stanowczo podpowiada ci inaczej – abyśmy nie płoszyli dzikich zwierząt i nie deptali delikatnego gruntu pod naszymi stopami. Ostatecznie chodzi o okazanie głębokiego, niezachwianego szacunku zwierzętom, drzewom i roślinom, które po cichu wykonują tę głęboko niedocenianą pracę, czyniącą nasze życie na tej planecie możliwym.

Oczywiście, chciałbym robić więcej na znacznie większą skalę. Ale to jest Dzień Pierwszy.

Póki co, będę spędzać coraz więcej czasu na łonie natury – rozmawiając, spacerując i ciesząc się słońcem, księżycem oraz gwiazdami. Szukając interesujących, niezwykłych i podobnie myślących ludzi. Jeśli zapytasz mnie, jakie konkretne, wielkie projekty zamierzam uruchomić, moja szczera odpowiedź brzmi: jeszcze nie wiem. I to jest w tym wszystkim najbardziej ekscytujące. Mam całą resztę życia, by to odkryć.

Trzymam oczy szeroko otwarte na podobnie myślących, niezwykłych ludzi idących tą samą ścieżką. Jeśli te słowa poruszyły w tobie coś cichego, lecz żarliwego, albo jeśli po prostu podzielasz miłość do nieskazitelnego piękna tego dzikiego kraju, nie pragnę niczego więcej, niż usłyszeć coś od ciebie. Proszę, odezwij się i powiedz cześć. Zobaczmy, co możemy wspólnie zachować.


Leave a comment