
A short story that just happened to me 🙂
The red dust of the Gibson Desert clung to Uncle David’s boots, a mirror of the restless spirit he’d carried for over forty years. Living in the city had dulled his edges, making him feel like a man standing between two worlds, belonging to neither.
He sat beneath a weathered Ghost Gum, the silence of the bush pressing against his ears. Above him, a slow rustle broke the stillness. High in the fork of the tree sat a koala, its fur silvered by the midday sun.
As their eyes met, David remembered the stories his grandfather used to whisper. He remembered that the word “Koala” comes from the Dharug language, meaning “no drink.” It was a creature of incredible resilience, drawing everything it needed to survive from the leaves of its home, never needing to wander far for its life force.
In that steady, unblinking gaze, David felt a profound shift. Like the koala, he realized he didn’t need to search the wide world for his identity. He didn’t need to “thirst” for external validation or city comforts to feel whole. Everything he needed – his history, his ancestors, his strength – was already contained within the “leaves” of his heritage. He was home because he was the home.
The koala let out a soft grunt and tucked its nose back into its chest. David closed his eyes, pressing his palms into the warm earth. The restlessness was gone.
Krótka historia, która właśnie mi się napisała 🙂
Czerwony pył Pustyni Gibsona oblepiał buty wuja Dawida, będąc lustrem niespokojnego ducha, którego nosił w sobie od ponad czterdziestu lat. Życie w mieście stępiło jego wyrazistość, sprawiając, że czuł się jak człowiek stojący między dwoma światami, nienależący do żadnego z nich.
Usiadł pod smaganym wiatrem eukaliptusem (Ghost Gum), a cisza buszu napierała na jego uszy. Nad nim powolny szelest przerwał bezruch. Wysoko w rozwidleniu gałęzi siedział koala, którego futro srebrzyło się w południowym słońcu.
Gdy ich spojrzenia się spotkały, Dawid przypomniał sobie historie, które szeptał mu dziadek. Wspomniał, że słowo „koala” pochodzi z języka Dharug i oznacza „nie pije”. Było to stworzenie o niezwykłej odporności, czerpiące wszystko, czego potrzebowało do przetrwania, z liści swojego domu, nigdy nie musząc wędrować daleko w poszukiwaniu sił witalnych.
W tym spokojnym, nie mrugającym spojrzeniu Dawid poczuł głęboką przemianę. Podobnie jak koala, zdał sobie sprawę, że nie musi przeszukiwać całego świata w poszukiwaniu swojej tożsamości. Nie musiał „łaknąć” zewnętrznej akceptacji ani miejskich wygód, by czuć się spełnionym. Wszystko, czego potrzebował – jego historia, przodkowie, siła – było już zawarte w „liściach” jego dziedzictwa. Był w domu, ponieważ to on sam był domem.
Koala wydał z siebie ciche fuknięcie i schował nos w futro na piersi. Dawid zamknął oczy, przyciskając dłonie do ciepłej ziemi. Niepokój zniknął.
Leave a comment